Jak nie być produktywnym?

"Nowy rok, nowa ja", "od poniedziałku zaczynam", "tym razem mi się uda" - wielkie plany, kompletnie bez efektów, znacie to? Minęły już trzy tygodnie stycznia (światowego miesiąca postanowień), więc to dobry moment, żeby zmierzyć się z tymi, którzy słomiany zapał uznają za sposób na życie. W tym poście temat bolesny dla nas wszystkich.


"Nie postanawiaj?! Ale jak to?!" 

Masz się za osobę ambitną, z planami na przyszłość i marzeniami? Pewnie tak, bo większość z nas mimo skłonności do lenistwa, pragnie się rozwijać - swoje zdolności, wiedzę, dowiadywać się o nowych i interesujących rzeczach. Dlaczego więc tak niewielu się udaje osiągać swoje cele?

Nie jestem psychologiem, ani socjologiem, natomiast znam sprawę z autopsji. Lubię sobie robić wszelakie postanowienia, nawet nie tylko te noworoczne, ale takie z dnia na dzień, lubię wymyślać czego chciałabym się podjąć, nauczyć. I w ten sposób uczyłam się: pływać, jeździć na nartach, łyżwach, konno, tańczyć, śpiewać, grać na gitarze, surfować, uczyłam się wielu języków i innych rzeczy. Nie piszę tego żeby się chwalić. Wręcz przeciwnie. Mianowicie, ostatnio doszłam do wniosku, że wszystkiego tego uczyłam się albo jako mała dziewczynka, albo w gimnazjum. Natomiast, kiedy zaczęłam studia i w pewnym stopniu życie na własną rękę, gdzie bardziej muszę sama się pilnować, żeby się za coś wziąć, przestałam rozwijać pasje. To odkrycie bardzo mnie zasmuciło i zmartwiło. Z czego może to wynikać?
Jako dziecko myślałam sobie: "chcę chodzić na balet", następnie mówiłam o tym mamie, która zapisywała mnie na zajęcia, na które później uczęszczałam. Gdy moje zainteresowanie baletem spadło, mama pilnowała mnie, żebym chodziła na zajęcia przynajmniej do końca roku, żebym nie przerywała w połowie. I tu jest pies pogrzebany. Bo w dorosłym życiu nikt (chyba, że deadline w pracy) nie stoi nad Tobą i nie mówi: nie poddawaj się, dokończ, co zacząłeś!
Przestałam już liczyć ile razy obiecuję sobie, lub innym, że podejmę się czegoś. Czy to w temacie ćwiczeń fizycznych, czy rozwoju kreatywności, czy zdania prawa jazdy (błagam, nie pytajcie ile lat ciągnie się za mną mroczna sprawa niedokończonego kursu), mam mocne postanowienie poprawy, które zawsze kończy się tylko na pobożnych życzeniach.

Mała zmiana w myśleniu, która zmieniła jej życie, zobacz jak
(i to nie jest clickbait)

Otóż - przestałam robić postanowienia, a zaczęłam robić plany.  Proste? No właśnie!
Dostrzegłam, że im dłużej się zastanawiałam czy coś warto zrobić, im dłużej myślę ile wysiłku będzie mnie to kosztować i jak wielką mogę odnieść porażkę, tym więcej czasu marnuję i sama sobie odbieram szansę na to, żeby coś zmienić na lepsze. Poza tym, kiedy kolejny raz moje postanowienie zostawało porzucone niczym Jessie pod łóżkiem w Toy Story 2, poczucie własnej wartości i wiary w to, że kiedykolwiek mi się uda, ginęło w odmętach oceanu Niechcemisie. 
Więc przestałam sobie obiecywać, za to od razu wzięłam się za realizację. Wiecie ile czekałam na wyniki? Dosłownie jeden dzień. Jeden dzień wystarczył na to, żebym z lenia uzależniającego się od Netflixa i gry The Sims (każdy ma jakieś guilty pleasure, ok?) wróciła do swojej dawnej, aktywnej postaci.
Jak to zrobić?
Możecie wziąć sobie kartkę papieru (podobno spisywanie planów zwiększa szansę na ich realizację i u mnie się to sprawdza) i napisać co chcecie robić i jak to zrealizujecie. Warto też dopisać sobie dlaczego chcecie to zrobić, pozwoli Wam to zebrać siły w krytycznym momencie, gdy będziecie mieć dość, a także w jaki sposób chcecie to zrealizować. Jeśli przestaniecie szukać wymówek, a poszukacie powodów i środków na realizację celów, to przeszkody takie jak brak czasu, czy demotywujące myśli same się usuną. 
Pomaga też dobra organizacja czasu. Nawet, jeśli nie jesteście fanami spisywania całego dnia co do godziny w kalendarzu, to może spróbujcie wieczorem wyobrazić sobie jak będzie wyglądał Wasz kolejny dzień i znaleźć w nim potrzebny czas na zajęcie, które zbliży Was do realizacji planu. Polecam też technikę organizacji czasu Pomodoro, która jest bardzo prosta i bardzo efektywna (testowane na ludziach!). Polega to na tym, że pracujecie w pełnym skupieniu przez 25 minut, a później robicie 5 minut przerwy. Po czterech sesjach takiej 25-minutowej pracy możecie zrobić dłuższą przerwę. Można znaleźć do tej techniki przydatne aplikacje na telefon, a więcej o niej i efektach jakie przynosi, znajdziecie w internecie (roi się od artykułów na ten temat, więc nie będę popełniać kolejnego).

Dajcie znać w komentarzach jak u Was z postanowieniami i ich realizacją, a także jakie macie sposoby na to, żeby nie dać się lenistwu!

I obiecajcie mi jedno: przestaniecie sobie obiecywać, a zaczniecie działać!
  

Komentarze

  1. Tak, produktywność łatwo spada na studiach. U mnie też tak się stało. Łatwo się lenię. Pomaga tak jak mówisz - dzialanie. Teraz robię to, teraz to. Nic na potem. Trzeba się zmuszać przynajmniej na początku, potem jest prościej :D

    http://karina.stankowicz.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Studenci znają to najlepiej - prokrastynacji czar :D :D :D

      Usuń
  2. Pamiętam jak zawsze wpisywałam na kartce wielkimi literami POSTANOWIENIA NOWOROCZNE, widniało z kilkadziesiąt punktów i to w sumie nie do osiągnięcia. Od 2 lat zmieniłam taktykę, również planuje i stawiam sobie realne cele. Efekty są każdego dnia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakie cele sobie postawiłaś tym razem? :D Ciekawi mnie jakie postanowienia mają inni :D

      Usuń

Prześlij komentarz